Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Samuel Smith. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Samuel Smith. Pokaż wszystkie posty
sobota, 31 marca 2018
Od Samuela do Madeline
Słowa Madeline – szorstkie, zdecydowane, poniekąd władcze – wywołały we mnie uczucie niemałego zaskoczenia. Ta sama kobieta, którą dotąd uważałem za nijakiego, żerującego na wpływach ojca pasożyta, ukazała przede mnę iście królewskie oblicze, które pod wieloma względami przypominało mi postawę samego Pana Watsona. A oto przed państwem kolejny powód dla którego nie powinienem oceniać książki po przysłowiowej okładce.
wtorek, 27 marca 2018
Od Samuela do Madeline
Słowa Pana Watsona przyjemnie musnęły me nadęte ego. Bycie określanym mianem jednego z najlepszych pracowników, co nie trudno było wywnioskować po samym wyrazie mojej twarzy, było czymś bardzo pochlebiającym. Wyjątkowo miłym. Zaskakująco podbudowującym. Popchnięty przez samozachwyt, pozwoliłem sobie na chwilę nieuwagi, podczas której wychwalałem ponad niebiosa samego siebie…
Przerwało mi pytanie, które padło z ust drugiego mężczyzny. Złowieszcze "Co Ty na to, Samuelu?" zawisło w powietrzu, tym samym zaciągając mnie z powrotem na ziemię.
- Myślę że nie ma żadnych przeciwwskazań, Sir – odparłem, jednocześnie z trudem przenosząc swe rozbiegane myśli na odpowiedni tor. – O ile Panna Madeline jest równie kompetentna co Pan – w co, oczywiście, nie wątpię - tak nie powinna mieć większych problemów. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że będzie mieć do dyspozycji liczne grono starannie dobieranych przez Pana pracowników. – Spojrzenie pojedynczego, piwnego oka przeniosło się z Właściciela na siedzącą naprzeciw Pannę Watson. Jej twarz wyrażała typową dla kobieciny obojętność. Jedynym odchyłem od standardu było ledwo zauważalne widmo niepewności błąkające się w okolicach zaciśniętych ust damulki. – Liczę na udaną współpracę – rzuciłem krótko, tym samym kończąc swą nie do końca przemyślaną wypowiedź. Zapamiętać – nigdy więcej nie oddawać się fantazji w towarzystwie jeśli istnieje choć minimalna szansa, że zostanę o coś zapytany.
poniedziałek, 19 marca 2018
Od Samuela do Madeline
Flegmatyczną rozgrywkę toczącą się miedzy mną a panną Madeline przerwał głos rozentuzjazmowanego właściciela kasyna. Ten, ignorując postawione przez ludzkość zasady savoir-vivre, gwałtownym ruchem otworzył drzwi pomieszczenia na oścież, jednocześnie wpuszczając do środka sztuczne światło zamontowanych na korytarzu ledów. Wzdrygnąłem się, słysząc dźwięk zderzenia pozłacanej gałki z bladą ścianą. Nie wiem, czy bardziej żal było mi wgniecionej ozdoby, obitego tynku czy pracy, którą włożyć będę musiał w naprawianie go podczas następnej zmiany.
wtorek, 6 marca 2018
Od Samuela do Madeline
Polecenie było krótkie i klarowne. Pan Watson oczekiwał ode mnie tymczasowego trzymania pieczy nad jego starszą pociechą. Była nią nijaka Madeline Catherine Watson - wszystkim dobrze znany, obiecujący rekrut świata hazardu. Opieka nad damulką trwać miała do momentu, w którym ojciec nie skończy omawiać pewnej istotnej kwestii w gabinecie Szefa.
Co tu dużo mówić. Z pozoru proste zadanie, w praktyce mogło sprawić mi niemały problem. Naprawdę, wiem, co mówię. Tak jak samego Davida znam niemalże na wylot, tak z jego córką nie miałem zbyt wiele do czynienia. Będąc szczerym, nigdy nie zamieniłem z nią dłuższego słowa. Nasze kontakty ograniczały się do suchego „witam” oraz „żegnam”, ewentualnie uprzejmego „dziękuję”. Możliwe, że wpływ na to miał fakt, iż zwyczajnie nie mieliśmy okazji ani tematu do rozpoczynania dłuższej rozmowy. Z reguły widywałem ją z daleka, przyczajoną u boku ojca, zatopioną w swych myślach. Nigdy nie wdawała się w dyskusje ze znajomymi Pana Watsona. Jedynie stała i roztaczała wokół siebie charakterystyczną, typową dla arystokratek aurę, przez co z góry uznawałem ją za zwykły dodatek do wizerunku Davida. Niby nic, a jednak taki sposób myślenia skutecznie odciągał mnie od tejże pozornie nieciekawej postaci.
niedziela, 18 lutego 2018
Od Samuela do Madeline
Była to styczniowa noc pogrążona w ciszy. Głębokiej ciszy, która niczym ciepła pierzyna otaczała wszystko i wszystkich, dając przy tym iluzję pozornego bezpieczeństwa. Smukłej ciszy, wpijającej się w każdą, nawet najmniejszą szczelinę. Całkowitej ciszy, niosącej się echem przez całe miasto. Ciszy, niekiedy przerywanej przez cichy szum nocnego zefiru, który swym tknięciem rozwiewał futra śpiących na ulicach dachowców.
Niebo – czyste, pozbawione jakichkolwiek śladów obecności chmur – przyciągało spojrzenie intensywnością swej barwy. Silna czerń wybijała się wśród towarzystwa innych nocnych barw. Po dłuższym namyśle można było porównać ją do rozciągniętego po nieboskłonie jedwabiu, ozdobionego przyszytymi gdzieniegdzie perłowymi koralikami odgrywającymi rolę gwiazd.
Miejski krajobraz zastygł niby tknięty magiczną sekwencją wypowiedzianą przez czarnoksiężnika. Powłoczka niezachwianego spokoju otaczała całe Los Angeles. Jej bezlitosne szpony pochłaniały każdy cal ziemi grzechu. I choć trudno dopuścić ten fakt do swych myśli, skutki jej żądzy dotknęły również lokalu La Vie.
Niebo – czyste, pozbawione jakichkolwiek śladów obecności chmur – przyciągało spojrzenie intensywnością swej barwy. Silna czerń wybijała się wśród towarzystwa innych nocnych barw. Po dłuższym namyśle można było porównać ją do rozciągniętego po nieboskłonie jedwabiu, ozdobionego przyszytymi gdzieniegdzie perłowymi koralikami odgrywającymi rolę gwiazd.
Miejski krajobraz zastygł niby tknięty magiczną sekwencją wypowiedzianą przez czarnoksiężnika. Powłoczka niezachwianego spokoju otaczała całe Los Angeles. Jej bezlitosne szpony pochłaniały każdy cal ziemi grzechu. I choć trudno dopuścić ten fakt do swych myśli, skutki jej żądzy dotknęły również lokalu La Vie.
poniedziałek, 12 lutego 2018
Subskrybuj:
Posty (Atom)
