Mało obchodzi mnie to, że blondynka mnie zauważyła. Nie wygląda na taką, która od razu wezwie ochronę. Wzruszam ramionami, odwracam się i znikam między ludźmi. Przeciskam się przez tłum tłoczący się w sali. Powietrze przesączone zapachem wielu ciał, perfum, potu i alkoholu, aż piecze, gdy je wdycham. Ludzie rozpychają się łokciami, mężczyźni i kobiety o ruchach spowolnionych przez alkohol utrudniają przejście. Ale jeśli przybierze się odpowiednią pozę, nawet pijany robi człowiekowi miejsce.